Przeprowadziliśmy się na pustynię!

Pośrodku niczego!

 Zamieszkaliśmy na pustyni. „Zaraz, zaraz jak to na pustyni?”, spytacie. Otóż kierując się naszą żądzą przygody i poznania Australii, postanowiliśmy przeprowadzić się do samego serca czerwonego centrum kontynentu w okolice Uluru i doświadczyć życia w pionierskich warunkach, w najprawdziwszym outbacku. Święta Skała znajduje się o 100 km od nas co oznacza, że jest bardzo, bardzo blisko jak na tutejsze standardy.

Praca na Rancho Curtin Springs

Podjęliśmy pracę w jednym ze słynnych zajazdów – roadhouse’ów. Miasta w Australii często są oddzielone od siebie o setki kilometrów i to właśnie w roadhouse’ie strudzeni kierowcy znajdują wytchnienie, nocleg i niezbędne paliwo.

Nasza stacja nazywa się Curtin Springs i jest prowadzona przez tych samych właścicieli od początku istnienia, kiedy to do Uluru prowadził skromny, zaniedbany szlak. Dziś szlak ten przeobraził się w utwardzoną drogę, którą przemierzają setki turystów dziennie.
Curtin Springs oprócz bycia przystankiem na trasie jest również ogromnym ranczem zajmującym się hodowlą bydła. Jeszcze żadnej krowy nie spotkaliśmy, skutecznie rozpierzchły się na przestrzeni 400 000 hektarów!

Uluru or Fooluru?

Na tym terenie znajduje się również Mt Connor, góra zwana również Fooluru – Uluru Głupców. Nazwa jest jak najbardziej adekwatna, ponieważ codziennie trafia się ktoś, kto pomyli górę ze słynnym monolitem.

Pustynne obowiązki

Oprócz 4 pokoleń rodzinny właścicieli pracuje tutaj również dość dużo europejczyków na wizach work & travel, m.in. my 🙂 Praca polega przede wszystkim na dostarczaniu usług dla rwącej rzeki turystów. Chodzi o pracę w sklepie, w kuchni, przygotowywanie pokoi, obsługę stacji paliw. Jest to znakomite miejsce na oszczędzanie ponieważ najbliższy supermarket jest oddalony o 80km.

Sezon na podróż wgłąb kontynentu…

Jeśli myślisz o podróży do Australii miej na uwadze, że dla znacznej jej części sezon turystyczny przypada w miesiącach czerwiec – wrzesień. Tak jest m.in. w Terytorium Północnym, ponieważ wtedy upały i wszędobylskie owady nie są tak dokuczliwe (w szczególności muchy! W okresie tutejszego lata konieczne staje się noszenie siatki ochronnej na głowie, ponieważ owady ciągną do wilgoci – tzn Twoich oczu, ust i nosa fuuuj).

Australijskie zwierzęta…

To samo dotyczy np Wielkiej Rafy Koralowej, ponieważ właśnie na miesiące maj – wrzesień przypada pora sucha. W miesiącach październik – kwiecień również bardziej aktywne są niesławne trujące i śmiercionośne, australijskie zwierzęta. W wodach oceanu grasują meduzy, od których poparzenia mogą skutkować zgonem, a w naszej okolicy trzeba uważać na jadowite węże, które latem są aktywniejsze i częściej opuszczają swoje kryjówki.

Czymże byłoby życie bez odrobiny adrenaliny 🙂 Mieszkanie w samym sercu Czerwonego Kontynentu to niesamowita przygoda. Bardzo się cieszymy, że możemy tego doświadczyć na własnej skórze!

7 Replies to “Przeprowadziliśmy się na pustynię!”

  1. Niezłe doświadczenie ale chyba trochę ryzykowne i na dłuższą metę monotonne ale nawet z pustyni uczyniliście niezła przygodę

  2. Wow! To jest przygoda! 🙂 Miejsce wydaje się być genialne. Tylko te zwierzęta… Już mi słabo, kiedy myślę o wężach 😀

  3. Ja może i bym chciała, ale te węże i pająki..–odpadam z tej zabawy! 😀

  4. Wow jestem pod wrazeniem. Niezwykle życie. Chciałabym kiedyś odwiedzić Australię.

  5. Ja Zwykła Matkaa Klaudia says: Odpowiedz

    Podziwiam was za odwagę. Bo trzeba być odważnym aby zdecydować się na taki krok. Jakie wspomnienia wam zostanął. Zdjęcia cudowne.

  6. Wow!! Jestem pełna podziwu dla Waszego wyboru. Życzę wspaniałej przygody niezależnie od tego, jak długo ona będzie trwać 🙂 Pozdrawiam serdecznie z Wietnamu 🙂

  7. To musi byc świetna przygoda – Australia to moje marzenie z dzieciństwa!

Dodaj komentarz