Wyspa Lodu i Ognia

Nasz islandzki plan zakładał samochodową trasę południowym wybrzeżem od Reykjawiku na wschód ku największemu lodowcowi Europy – Vatnajökull i ukrytych w nim lodowych jaskiniach. Porządek niniejszego posta może nie chronologiczny, ale z zachodu na wschód.
Warto zacząć od tego, że warunki na drodze były bardzo ciężkie. Pokonywaliśmy znacznie mniej trasy niż zaplanowaliśmy i zajmowało to wiele dłużej niż szacował chociażby googlemaps.
Śnieżyce, oblodzone drogi, wiatr tak silny, że spycha samochód na sąsiedni pas drogi to „zjawiska”, na które trzeba się przygotować. Tylko jak? Nie za bardzo się da, więc pozostaje zwolnić i cieszyć się ze zmiennej pogody! Wysiadając z samochodu na zaplanowanych przystankach może nagle, jak na zamówienie, zaświecić słońce. Tak właśnie było gdy dojechaliśmy na Seljalandsfoss. Wodospad było widać z daleka, emocje narastały gdy podjeżdżaliśmy bliżej. Po trudach drogi nie mogliśmy się doczekać wspaniałości Islandii. I w rzeczy samej, nasze oczekiwania zostały spełnione. Strumień wody spadający z wysokich skał cieszy oko, okolica wspaniała. Szlak prowadzi dookoła stawu powstałego na dole tak, że możemy podziwiać wodospad z jaskini za nim. Niestety nie zdecydowaliśmy się pokonać tego krótkiego odcinka by złapać ten przepiękny kadr, gdyż schody tam prowadzące były po prostu bryłą lodu.

Po krótkim odcinku trasy dojeżdżamy do kolejnego wodospadu – Skogafoss. Możemy nie tylko podejść pod sam wodospad, ale i wspiąć się na górę i podziwiać wodę spadającą w przepaść i roztaczające się dookoła widoki. Zdecydowanie warto zdobyć się na pokonanie tych schodów, żeby stanąć na krawędzi u progu wodospadu.

Kolejnym niesamowitym dziełem przyrody na trasie jest plaża Reynisfjara i znajdujący się nieopodal półwysep Dyrhólaey. Po skręceniu z głównej drogi przejeżdżamy wśród farm, gospodarstw i pagóreczków i zastanawiamy się czy to na pewno tutaj. Wątpliwości rozwiewają się gdy docieramy do oceanu. Fale z niesamowitą zawziętością rozbijają się o czarną plażę, w oddali widać łuki skalne, a nieopodal wspaniałą jaskinie, klify i ostańce skalne otoczone przez morze. Wyjątkowość tego miejsca jest zwiększona przez rzadko występujące, heksagonalne formacje. Powstały one z zastygniętej lawy i bazaltu i przybrały niesłychanie symetryczne kształty. Wyglądają jak wykonane od linijki dzieło starannego architekta, czy rzeźbiarza. Stąd już nie daleko do Vik. Jest to nieduża miejscowość na wybrzeżu. Dobre miejsce na uzupełnienie zapasów i spacer po plaży z czarnego piasku.

W czasie noclegu w Kirkjubæjarklaustur mieliśmy bardzo miłą niespodziankę. Hotel świadczył usługę „Aurora wake up call”. Gdy około 23:30 otrzymaliśmy telefon z recepcji, że jest możliwość zobaczenia zorzy polarnej wybiegliśmy na dwór. Po krótkim spacerze za grupką ludzi do miejsca, gdzie był dobry widok na północne niebo ujrzeliśmy ją. Była bardzo spokojne, poruszała się powoli, lekka łuna na niebie. Planowaliśmy przejechać dłuższą trasę i spać w tańszym hostelu, jednak warunki na drodze na to nie pozwoliły. Ostrożność została nam dodatkowo wynagrodzona upragnionym widokiem świateł Aurora Borealis. W trakcie lotu powrotnego do Oslo widzieliśmy zorze jeszcze raz. Dużo silniejszą, tańczącą, mocno zieloną. Ciężko było ją jednak uchwycić na fotkach ze względu na ruch samolotu. Żeby zrobić jej zdjęcie konieczne jest długie naświetlanie. Zależnie od jasności zorzy od kilku do nawet kilkudziesięciu sekund. Zdjęcia z Kirkjubæjarklaustur były naświetlane 25 sekund a z samolotu 10. Mamy nadzieję jeszcze kiedyś ujrzeć zorzę polarną w pełnej wspaniałości, jasną, tańczącą, kto wie, może nawet różnokolorową.

Po dojechaniu do Skafatell Visitor Center okazało się, że wodospat Svartifoss jest dla nas niedostępny. Szlak nie nadawał się do przejścia bez raków, których niestety nie posiadamy. Można za to podejść do krawędzi jęzora lodowca. W okół roztaczają się piękne widoki na góry, schodzące z nich lodowce i rozległe równiny. W końcu droga doprowadziła nas do Jökulsárlón – „Lodowej Laguny”. Jest to jezioro powstałe z topniejącego lodowca po którym pływają wielkie bryły lodu. Często można spotkać tu foki. Nam ze względu na wieczorną porę się to nie udało. Punktem kulminacyjnym naszej wycieczki było wejście do serca lodowca, do lodowych jaskiń utworzonych z lodu liczącego nawet 1300 lat. Temu wydarzeniu poświęciliśmy jednak oddzielny post.

Skafatell

Dodaj komentarz